środa, 9 kwietnia 2014

Chapter 3.

*Dwa i półroku wcześniej*
Jeździliśmy na po osiedlu na deskorolkach, a raczej ja i Olivia. Mia i Ana jeździły tyłem na wrotkach i śmiesznie kręciły tyłkami. My tylko przyglądałyśmy się im z olbrzymimi bananami na twarzy.
Dopiero sie tu wprowadziłyśmy. Nowe mieszkanie w miłej dzielnicy. Mówiąc miłej dzielnicy, myślę o kompletnym uboczu taktownej dzielnicy. Po śmierci Sashy nie miałyśmy zbyt wielkich pomysłów co zrobić. Kase miałyśmy, dalszych planów na życie już nie. Została nam nasza przyjaźń i gang. 
-Chlo, która godzina?- zawołała mnie radośnie Ana
-Prawie siedemnasta- odparłam, sprawdzając na moim czarno-białym zegarku. 
-Ło jej! Już wracamy!- krzyknęła i szybko się wycofała
-Ej?- spytałam jak zobaczyłam, że reszta też idzie
-Zaraz się zacznie nasz ulubiony serial! Może wreszcie dowiemy się kto zabił Jackoba i może Julia z Theodorem do siebie wrócą!- krzyknęła przez ramię Mia. 
Och, no tak, ich seriale. Jestem jedyną, która ogląda tyko i wyłącznie Plotkarę.  No cóż.
Moje kochane siostrzyczki ruszyły szybko do domu, a ja skierowałam się zobaczyć tutejszą florę. 
Jak do tą widział tylko jeden park, w którym aktualnie się znajduję. Idę ścieżką pomiędzy drzewami i analizuję co się ostatnio wydarzyło.
-17 urodziny Olivi
-kupienie nowego domu i czekanie ponad miesiąc na możliwość zamieszkania w nim
-kupno samochodu
Dalej bym myślała, ale uderzyłam w coś, a raczej w kogoś. 
-Um przepraszam- wymamrotałam prawie szeptem. Co jak co, ale takich wydarzeń nie lubię. Ludzie się na ciebie gapią, a ty wychodzisz na idiotkę.
Kiedy zwróciłam wzrok w górę zobaczyłam piękne orzechowe oczy, niestety wpatrzone w moje. Nie cierpię swoich oczu. To niebieski wokół którego jest pierścień zielonego a następnie brązowego. Wygląda to jak typowa sraczka, że sie tak wyrażę. 
-Spokojnie nic się nie stało- powiedział nadal wpatrzony we mnie.
-Eee to jeszcze raz przepraszam- powiedziałam i szybkim krokiem ruszyłam w dalszą drogę, przeklinając się w duchu za swoją  nie uwagę. 
-Hej! Czekaj!- zawołał chłopak. O Boziu, mam przerąbane.
Chłopak z boskimi oczami stanął przede mną, jakby torując mi drogę do dalej wędrówki.
-Jestem Ashton, ale możesz mi mówić Ash- wyciągnął dłoń w moim kierunku i sie uśmiechnął. 
-Emm Blue. Nazywam się Blue- odpowiedziałam cicho
-Blue? To imię?- zapytał zaskoczony. 
-Nie powinno cię to interesować- odpowiedziałam nieco odwazniej i spojrzałam na niego. Dopiero teraz zauważyłam, że ma na sobie czarne luźne jeansy i białą koszulkę. Niby prosto, ale wyglądał super. 
Chloe, uspokój się- ganiałam się w myślach
-Przepraszam. Przeprowadziłaś się tu? Nigdy cię nie widziałem- spytał. Nie, proszę nie gadaj już ze mną.
-Tak, przeprowadziłam się z moimi przyjaciółkami.
-A rodzice? Nie zrozum mnie źle ale nie wyglądasz na osobę pełnoletnią- co on ode mnie chce?
-Nie. Mieszkamy same.- warknęłam zirytowana 
-Spokojnie- uśmiechnął się. Och Gasz, chyba się roztapiam... nie stop Ogarnij się Chloe!
-Czy mogę ci zaproponować oprowadzenie po tym zadupiu?- spytał z tym pięknym uśmiechem. Ugh, Chlo, ogarnij się razy 2!
-Nie wiem, nie powinnam- nie powinnaś, i nie możesz!
-Nie bój się. Czy ja ci wyglądam na faceta, który chce tylko wykorzystać dziewczyny?- zaśmiał się, ale po mojej minie przestał. Czy tak wyglądał? Nie, raczej nie. Ale jak to się mówi, lepiej nie dmuchać na zimno.
-Przepraszam, ale już lepiej pójdę- bąknęłam odwracając się. 
-Nie czekaj!- zawołał. Złapał mnie za ramię i obrócił. Jestem teraz naprawdę zirytowana, ale nie pokarzę tego.
-Jutro moi znajomi organizują imprezę, może byś wpadła? Możesz też zabrać swoje przyjaciółki, o ile chciałabyś przyjść. Fajnie by było- ostatnie zdanie powiedział trochę ciszej
-No nie wiem, my nie chodzimy na żadne imprezy. To nie nasza bajka, ale zastanowimy się- co ty do cholery pieprzysz Blue?!
-Super- wypuścił powietrze. Denerwuje się? Ale czym?
-Um mogłabym dostać jakieś informacje na temat tego przyjęcia?- spytałam
-Och tak, przepraszam. King Street 5320- powiedział i posłał mi ten uśmiech. Ugh.
Wyciągnęłam telefon.
-Mógłbyś powtórzyć? Niestety mam straszna pamięć, jeśli chodzi o cyfry- lubię kłamać nieznajomym
-Oczywiście, King Street 5320, jeżeli masz już telefon na wierzchu... mogę ci podać mój numer?- nie!
-Okey- szepnęłam i podałam mu mój telefon
Po jego minie chyba był serio zdziwiony. Czego tu się dziwić? Na tapecie miałam zdjęcie, na którym ja, Mia, Ana i Oli byłyśmy półnagie, uchlane poziom hard i w niekoniecznie "grzecznych" pozach.
-To ty?- spytał.
-Wiesz co, nie. Nie idziemy na tą imprezę. Przepraszam, ale muszę już iść.- wyrwałam mu telefon i pobiegłam do domu. 
Jasna cholera. Co to w ogóle miało być? Jestem pojebana.
-Ej wróciłam!- ogłosiłam ściągając trampki. Nikt mi nie odpowiedział, usłyszałam tylko ciche łkanie. Złapałam w rękę dość duży parasol i po cichu weszłam do salonu. Tak, krzyknęłam na powitanie, a parasol na pewno mnie uratuje przed włamywaczem. Yhy twoja inteligencja jest oszałamiająca Blue.
-Laski?- spytałam patrząc na nie jak na idiotki. Te siedzące skulone pod kocami ryczały, przeżuwając popcorn i nadal oglądając serial.
-Zamknij się Chlo. Teresa się właśnie dowiedziała, że jest w ciąży a Edward ją zostawił dla jej siostry!- wybuchła rykiem. Jezu, taki facepalm.
-A do tego, Sofia zamordowała Serafina i się później powiesiła- załkała Mia
-Ale przybył nowy lord z Anglii i zrobił dziecko Kristel i uciekł!- powiedziała wściekła Olivia
-Ja jebie- powiedziałam do siebie i zrobiłam typowego facepalma. 
-Zamknij się Blue! Nie masz ulubionych seriali, a zwłaszcza o wampirach to sie zamknij!- odezwałam się Ana
Pokazałam tylko, że sie poddałam i ruszyłam do kuchni. W lodówce znajdowało się jak zwykle, nic. Westchnęłam i poczłapałam z powrotem do przejętych akcją dziewczyn.
-Idę po coś do sklepu. Zaraz wrócę, jakby co, alarm czerwony i wiecie co robić- powiedziałam i czekałam na ich reakcję. 
-Tak jest kapitanie!- zawołała Mia, nadal oglądając ten tandetny serial
-A teraz spierdalaj coś kupić do żarcia, bo głodna jestem- powiedziała Olivia tak samo jak Mia, nie odwracając wzroku z telewizora. I z kim ja mam żyć?
Najbliższy spożywczy nie był daleko, jednak zważając na godzinę, a dokładnie, nie mam pojęcia jaką, większość będzie już zamkniętych. Pozostały mi te tandetne 24 godzinne supermarkety.
Założyłam kaptur na głowę ,bo zrobiło się trochę zimno. Moja ulubiona pogoda. Ciepło, ale jednak zimno. Tak, jestem jebnięta.
Kiedy weszłam do sklepu zastała tam tylko znudzoną kasjerkę, kręcącą gumę, którą żuła. Okropne. Podeszłam do działu z daniami, które można szybko zrobić, a następnie skierowałam się do lodówki. Zabrałam zgrzewkę, tak zgrzewkę, naszego ulubionego napoju i ruszyłam do kasy. Poprosiłam jeszcze o papierosy, zapłaciłam i wyszłam. Naprawdę nie mam pojęcia jak dojdę do domu z tymi zakupami. 
Zrobiło się już ciemno, wiatr narastał w sile, a ja w kapturze i siatką z zamrożonym makaronem z warzywami i 9 butelkami 250ml 7up szłam przed siebie. Nagle jak Filip z konopi przede mną stał napakowany facet, około metr osiemdziesiąt pięć w czarnym dresie z kapturem na głowie. Ło Boziu, zostanę zamordowana przez dresa, jaka hańba mojemu rodowi. Przepraszam, ale więcej nie będę oglądać z dziewczynami tego jebanego serialu o średniowiecznych wampirach.
-Witaj laleczko- kiedy wypowiadał te słowa zachciało mi się rzygać. Człowieku, jeżeli wyglądam jak jakaś słit lejdi to chyba nie widziałeś bogaczy w LA.
-Przepraszam, ale zastawiłeś mi drogę, a muszę już wracać- powiedziałam i spojrzałam mu w oczy. Nawet ładne, taki sraczkowaty kolor, hmmm
-Wybacz, nie wiedziałem- powiedział, złapał mnie za ramiona i przewiesił sobie mnie przez ramię.
-Hej postaw mnie! A jak już mnie gdzieś bierzesz, to zabierz zakupy! Nie były za tanie!- tak Blue, martw się mrożonkami teraz.
-Ja jebie- wymamrotał paker i wrócił się po moje rzeczy.
-Przepraszam, ale po co mnie gdzieś zabierasz?- spytałam takim tonem jakby było to, co się właśnie dzieje było dla mnie normalne. Trzeba być silną!
-Wiesz słoneczko, mam cię zabrać do takiego gościa, gdzie pewnie cię zerżną i zabiją- uśmiechnął się chytrze
-Aha, dzięki- odchyliłam trochę nogę w górę i szybko spuściłam trafiając tam gdzie miałam. 
-Ty suko!- warknął mężczyzna puszczając mnie i zakupy. Szybko je podniosłam i wróciłam do mięśniaka.
-Dobrze "słoneczko' a teraz łaskawie powiedz kto cię nasłał- warknęłam
-Chuj cię to ma obchodzić dziwko!- ryknął kiedy znowu walnęłam w jego czuły punkt. Biedaczek.
-Powiesz?- spytałam przesadnie słodkim głosem
-Nawet w twoich pieprzonych snach szmato!
-Oj, zła odpowiedź- wyciągnęłam swoją spluwę zza spodni, gdzie zawsze były i wycelowałam w głowę osobnika leżącego na ziemi. Zamarł.
-Więc, "słoneczko", powiedź łaskawie, kto cię przysłał i gdzie miałeś mnie zabrać.- odarłam spokojnym głosem
-Ashton, Ashton Irwin. King Street 5320- wydukał. Ash? Ten frajer, którego dzisiaj poznałam? Och, a miało być tak spokojnie.
Ashton Pov's
-Jak to kurwa nie żyję?!- wydarłem się jak opętany, ale miałem powód. Jak ten dupek mógł nie żyć? Samym nim się nie martwię, jednak jeśli coś się stało Blue, nie wybaczył bym sobie. To taka niewinna, krucha istotka, która nie może być narażona na nic złego. A genialny ja, wpadłem na pomysł, żeby ten frajer Tom "uprowadził" ją i przyprowadził do mnie. Wcześniej to się wydawało bardziej inteligentne i sensowne, teraz było totalną klapą. Ona by sie mnie bała. Ja to wiem. 
-Ash, uspokój się- próbował mnie uspokoić Luke
-Miał dość mocne obrażenia swojego fiuta, więc ktoś mu nieźle dokopał, a potem zabił- powiedział, nawet nie wiem czemu. On mnie nie obchodził, to ona była najważniejsza. 
-Wiecie co z Blue?- spytałem trochę spokojniej
-Kamery cos nakręciły, ale obraz nie jest za dobry- westchnął 
-Okey, dawaj nagrania, muszę wiedzieć, że jest bezpieczna
-Ash..- uśmiechnął się cwaniacko młody. Spojrzałem na niego wymownie.
-Co ty się tak nią przejmujesz?- spytał nadal z tym uśmieszkiem na twarzy. Dlaczego się nią tak przejmuje? Może dlatego, że od ponad 4 godzin odkąd ją tak jakby poznałem, nie mogę przestać o niej myśleć. Chciałbym się dowiedzieć wszystkiego o niej, i żeby była moja... nie stop, moje myśli idą w złym kierunku.
-Nie przejmuję- bąknąłem
-Taa, jasne- zaśmiał się , a ja go tylko zmroziłem wzrokiem
-Okey więc tu macie Toma, jak podniósł dziewczynę- mówił Mike pokazując jednocześnie na jasno zielony monitor.
-Dziwne jest to, że wrócił się po jej zakupy, a ona nie wyrywała się z jego ramion- ależ on dziwnie to ujął
-Dalej jest tak, że ona go uderza... ała- wciągnął powietrze przez zęby kiedy zobaczył, że Blue jednym ruchem obaliła Toma. Byłem naprawdę tym zdziwiony.
-Dobra, tu jest jak Tom obrywa jeszcze parę razy... widocznie o coś go pytała- zwrócił na nas swój wzrok, ale szybko wrócił do monitora
-I wreszcie....- spojrzał na nas
-Nie ma już więcej nagrania, zostało spalone- powiedział z niedowierzaniem
-Ale jak?- spytał Calum
-Sam chciałbym wiedzieć, ale wiedzcie, że szykuje się cos wielkiego. 

1 komentarz:

  1. Świetne to jest ♥ takie niebanalne ^^ Czekam na więcej :D ciekawe czy do siebie wrócą ^^

    OdpowiedzUsuń