niedziela, 13 kwietnia 2014

Chapter 4.

Jeszcze tak chujowej nocy to ja w swoim życiu chyba jeszcze nie miałam. Siedziałam do 3 nad papierami z informacjami o rzekomym Try Hard. Czy coś znalazłam, cokolwiek? Nie. I to mnie tak cholernie wkurzało, nie mam żadnych informacji. Żadnych najmniejszych gównem, typu gdzie lubią jeść, jednak to by się naprawdę przydało. Zasnęłam może po 5 a ktoś raczył mnie pięknie obudzić o 8 nad ranem. Dziękuje bardzo.
-Aaaaa!- ktoś piszczał na cały dom. Boże, łeb mi pęka, żołądek mnie boli, jest mi zimno i zaraz rzygnę, a ktoś kurwa mać mi jeszcze piszczy przy drzwiach. 
-O jeju! Aaaaa!- rozpoznałam, że to Ana. Wywlekłam się z łóżka i włożyłam za dużą, granatową bluzę przez głowę i ruszyłam uciszyć tą jędzę. W głowie mi się kręciło i wydawało mi się, że wszystkie moje rzeczy wirują. Kiedy wreszcie doczłapałam się do kuchni, gdzie było aktualne miejsce przebywania mojej pobudki, zobaczyłam Anę skacząca po całym pomieszczeniu i wielki bukiet kwiatów. 
-Ana, proszę cię, zamknij ta mordę!- próbowałam krzyknąć ale gówno z tego wyszło.
-Chlo...?- wreszcie stanęła i patrzyła na mnie jak na kosmitę.
-Nie Lady Gaga- wywróciłam oczami 
-Spałam nie całe 3 godziny, źle się czuję a ty mi jeszcze piszczysz!- wytłumaczyłam, dlaczego pewnie wyglądam jak zombi
-Sorry, ale zobacz co dostałam!- wskazała ten sam wielki bukiet 
-To od Micheala, napisał, że zabiera mnie na kolację!- była podekscytowaną. 
-Okey, to się zabezpieczajcie, a teraz bądź cicho- warknęłam i wróciłam do pokoju. Ana coś jeszcze mówiła, ale jej nie słuchałam. Jedyne czego chciałam to długi sen. I tak się stało. Kiedy się obudziłam było po 12 a w domu znowu było cicho jak w grobie. Wstałam i skierowałam się do kuchni z zamiarem zrobienia śniadania. Czułam się o niebo lepiej. 
Na lodówce na pomarańczowej samoprzylepnej kartce, było napisane gdzie każda z lokatorek idzie. Ugh, znowu będę sama. Ana poszła na przygotowanie się do randki, a Mia poszła z nią. Olivia pojechała na wyprzedaże wszystkich produktów do jakiegoś sklepu a ja miałam siedzieć w domu i, co było napisane grubszą czcionką i podkreślone dwa razy, mam nic nie zepsuć. Dzięki za zaufanie. 
Kiedy w spokoju przeżuwałam swoje płatki zadzwonił telefon. Oczywiście nie mój, bo do mnie nikt nie dzwoni, tylko jak się okazało Any. Nie zważając na nic odebrałam.
-Halo?- spytałam nadal mając kilka czekoladowych kulek w buzi
-Anastasia?- ktoś spytał
-Nie, sorry- przełknęłam
-Mogę ją prosić do telefonu?
-Aktualnie nie ma jej w domu, bo od 8 nad ranem jara sie jakąś kolacją i seksem z jakimś gościem- oznajmiłam popijając sokiem
-Tak?- ktoś spytał rozbawiony
-No. Coś przekazać?
-A z kim rozmawiam?- takie pytanie się zadaje na początku, gościu.
-Z tej strony osoba, która złamie ci nos jak skrzywdzisz Anę- powiedziałam słodkim głosem 
-Blue...- dlaczego jest zdenerwowany? wut? nic nie rozumiem
-Tak, we własnej osobie. Więc, masz jej nie zrobić dziecka rozumiesz? Mamy już i tak za dużo na głowie
-Nie mam takiego zamiaru- teraz się gościu stresuj
-To dobrze..- ktoś właśnie wszedł mi do domu i zaczął znowu drzeć mordę niesłynnym "Blue, skarbie wróciłem!" Jebnięty Fred.
-Sorry, muszę kończyć, mój narzeczony przyszedł- i się rozłączyłam.
Dlaczego mówię wszystkim takie bzdury? Tak właściwie sama nie wiem. Lubię patrzeć, czy słyszeć jak ludzie wszystko łykają i rozpowiadają to innym. 
-Witam cię milordzie- uśmiechnęłam się kiedy Fred usiadł na przeciwko mnie przy stole. 
-Siema, chłopko- zadrwił 
-Ej!- wystawiłam język
-No dziecko, nie pokazuj tego języka, bo ci krowa nasika i szykuj się bo zabieram cie na małe zakupy- co wszyscy mają z tymi zakupami dzisiaj?
-Po co i gdzie?- spytałam nadal powolnie jedząc zmokłe już płatki
-Dzisiaj można kupić dobry samochód- poruszył brwiami podkreślając o co mu chodzi.
No tak, zawsze co 4 miesiące jest coś podobnego do targu sportowych samochodów. Kupuje się je lub wymienia. Nielegalnie, oczywiście. Punktem kulminacyjnym jest raczej wieczór, kiedy to wszystkie gangi i jacyś biznesmeni przyjeżdżają przyjrzeć się autom i zobaczyć wyścig. Zwykła żenada. Większość tam osób jest z nami sprzymierzona, choć nawet nie wiedzą jak wyglądamy. Są też ci, którzy chcą być niezależni i mieć z nami wojnę, nic dobrego z tego nie wynika. Nikt nie wie ile nas jest w gangu. Nie jesteśmy w nim same, przecież nie dałybyśmy radę! My to te szychy, a pomocnicy to nie są jak wam się zdaje umięśnieni goryle inaczej zwani mężczyźni na sterydach, tylko zwykli ludzie. Pomimo tego, że wszyscy nas się boją, jesteśmy najmilszym i najbardziej ludzkim gangiem jaki istnieje w Australii. Jeżeli ktoś chce odejść od nas, musi mieć alibi, nie jakieś "znudziło mi się to" czy "jestem do bani". Z tym pierwszym, wysyłamy taką głupią istotę na małe "szkolenie" i wtedy zmienia zdanie. W drugim przypadku daje mu do zrozumienia, że to nie prawda, jeżeli chce to też idzie na "szkolenie" ale nie byłby członkiem gdyby był mięczakiem, prawda? Mocnym alibi może być założenie rodziny, jednak nawet z nią ludzie u nas funkcjonują. Dajemy ich rodziną najlepsze bezpieczeństwo, jakie możemy. Nikogo nie dyskryminujemy. 
Szybko umyłam się i ubrałam. Pomalowałam i zabrałam zabrałam swoją czarną torebkę, pasującą akurat do czarnych rurek i bokserki, czerwonej koszuli w kratę i tych samych lekko rozwalonych trampek, które miałam na sobie.
-Co chcesz kupić?- spytałam kiedy już byliśmy na miejscu. Stary magazyn na obrzeżach. Tak jak na filmach. O ironio, jakby gliny tu przyjechały. 
-Pamiętasz tą czerwoną Ginette g55, którą wygrałem? Chcę ją trochę podrasować- posłał mi szelemowski uśmieszek 
-No a jakże- zaśmiałam się
-Dobra, wchodzimy i pamiętasz co masz robić?- spytał nadal się uśmiechając
-Jasne, że wiem mój ukochany, dlaczego miałabym nie pamiętać, że jesteś moim chłopakiem lub narzeczonym, zależy od miejsca gdzie znajdują się twoi głupi kumple?- spytałam sarkastycznie, akcentując, kim ma być dla mnie jak jesteśmy koło jego kumpli. Tak Fredzio jest deklem.
-Ej! Nie śmiej się! Wież, że to ważne- powiedział obrażony
-Serio, znajdź ty sobie inteligentną dziewczynę stary, może ona ci pomoże z tym twoim tokiem myślenia- na prawde muszę mu znaleźć dziewczynę
Już nic nie powiedział, tylko położył dłoń na mojej tali i weszliśmy do budynku. Nie było dużo ludzi, ale jednak ktoś był.
-Choć tam- wskazał samochód, na którym opierał się nie za młody afroamerykanin ubrany od stóp po głowę w czarną skórę. Pewnie jest harleyowcem.
-Siema- przywitał się po "męsku" ze staruszkiem
-Co chcesz?
-Nitro, ale wiesz jakie- powiedział szybko mój przyjaciel i posłał porozumiewawcze spojrzenie mężczyźnie.
-Choć za mną- powiedział
 -Ale ty, nie możesz- wskazał na mnie. Co? To nie fair! 
-Dlaczego?- spytałam obrażona
-Dobra, skarbie zostań- powiedział Fred i ruszył za mięśniakiem a ja go zabijałam wzrokiem. Co za dupek. W sumie mogę iść się rozejrzeć i kupić jakieś dodatki do samochodu Mii, jak go nazywam, Petunii. To wrzosowy garbus z różowym futerkiem na kierownicy, tak więc nie mam więcej pytań. 
Przydały by się jakieś kołpaki i może jakieś części do silnika. Przykręciłabym to wszystko i jakoś by było. 
Stałam właśnie przy pokaźnej kolekcji kołpaków do wszystkich marek samochodów i rozglądałam się które wybrać. Co jak co, ale dziewczyną nadal jestem i też na zakupach zachowuję się jak dziewczyna. 
-Może jednak chcesz żebym ci coś doradził?- spytał już zniecierpliwiony "ekspedienta"
-Okey- westchnęłam 
-No? To co chcesz?
-Potrzebuję w miarę prostych, ale jednak gustownych kołpaków do Volswagena Garbusa Cabrio
-Żartujesz prawda? Takimi gratami się nie zajmujemy- zbeształ mnie. A gdzie powiedzenie "klient nasz pan"?
-Och? A jakbym proponowała dobrą cenę?- może pomoże
-To znaczy?- tak udało się
-10 tysięcy za komplet
-12
-10 i pół
-11
-Nie ma mowy
-Nie ma kołpaków- chytrze się uśmiechnąl
-Hej! Josh! Uspokój się- zawołał ktoś za mną.
-Spieprzaj Luke!- warknął targowiec na osobnika za mną
-Nie tak ostro! Dlaczego nie chcesz sprzedać niczego dla tej pięknej damy?- spytał i podszedł bliżej. Ładny był. Nawet bardzo, ale teraz mnie to gówno obchodziło, bo chciałam te jebane kołpaki i już jechać do domu.
-Luke- uśmiechnął się i podał mi rękę
-Ktoś bardzo wkurwiony- chwyciłam jego rękę i zdusiłam. No nie powiem, ale był zdziwiony moja siła.
-A czy Ktoś bardzo wkurwiony, chciałby pójść dzisiaj na imprezę ze mną?- spytał rozbawiony. Oj skarbie nawet nie wiesz w co się pakujesz.
-Sorry, ale...- ktoś mi przerwał. Kurde, nie lubię tego
-Ona nigdzie z tobą nie pójdzie- to był Fred, złapał mnie za talię i pocałował w policzek. Zazdrośnik.
-A ty to...?- spytał zły Luke, jak dobrze pamiętam
-Jej narzeczony- wysyczał, a ja posłałam zalotnikowi zwycięski uśmieszek. Taa, daa
-Oł..
-Choć Blue, jedziemy już- oznajmił Fred, a Luke zrobił wielkie oczy. WTF? Złapał mnie za nadgarstek i odwrócił w swoją stronę, tak że mógł dokładnie mi się przyjrzeć.
-O Boże- wyszeptał zdziwiony. To pewnie jakiś psychopata!
-Nie dotykaj mnie!- wysyczałam i byłam pewna, że z moich oczu tryska wrogość i wściekłość. Odwróciłam się i razem z Fredem ruszyliśmy do samochodu. To było bardzo bardzo ciekawe po południe. 
-Kupiłeś to nitro?- spytałam przerywając ciszę w samochodzie
-Tak, jest naprawdę super, w domu ci pokaże- chyba zmieniłam temat jego rozmyśleń, bo teraz był bardziej wyluzowany niż 5 minut temu.
Tak jak mówił, tak zrobił. Ale szybko się ulotnił do siebie, żeby podłączyć to cacuszko. 
Lasek nadal nie było, ja jestem głodna i cholera znowu nic nie ma w lodowce! Trzeba zrobić coś podobnego do obowiązków domowych czy coś, bo będziemy głodować! Zabrałam torebkę i wyszłam z domu zamykając drzwi na klucz. W drodze do sklepu rozmyślałam nad tym co kupić i czy starczy mi kasy. Była prawie 16 i zastanawiałam się czy może nie kupić na wynos jakieś chińskie żarcie. Tak właśnie zrobiłam, zamówiłam i miałam się pojawić za ok 15 minut. Akurat tyle ile potrzeba mi na małe zakupy spożywcze.
Luke Pov's
-Ale, że co?!- warknął zdziwiony Calum, kiedy powiedziałem mu co się stało przed 15 minutami.
-No kurwa ci mówię, że była tu Blue i jeszcze z jakimś gościem, co przedstawił się jako jej NARZECZONY- powiedziałem nadal w to nie wierząc
-Ło, rzesz kurwa. Co ją pociąga w tych kryminalistach?- zaśmiał się nerwowo Cal
-Bardziej się zastanawiam do jakiego gangu należy jej chłoptaś i czy ona ma coś wspólnego z tym gównem
-Ciekawe co jeszcze ile się wydarzyło jak nas nie było- westchnął rozbawiony. Kabaret z tego można nakręcić, serio.
-O której wychodzimy?- spytałem, a on już wiedział o co chodzi
-Po 22 jedziemy po Sama i idziemy się zabawić!- krzyknął radośnie. 
Urodziny Billa Arnoldsa, grubej ryby w handlowaniu marychą. Co roczna impreza, która można spokojnie nazwać galą Oscarów, przez jej charakter. Wszyscy mają być ubrani elegancko, jak na jakiś pieprzony pokaz mody. Niektórzy mają plany, by zaatakować Billa i ukraść jak najwięcej towaru. Bezmózgie bachory. I tak nie wyjdą z tego cało, ochrony jest tam tyle, że mogłaby konkurować z tą królewską chroniącą Elżbietę II. 
Są plusy i minusy tego cyrku. Można wyrwać niezłe laki i załatwić parę spraw "służbowych". Ale trzeba przychodzić w garniakach, jak jakiś Bond.


 Chloe Pov's
-Nie założę tego!- warknęłam,  widząc sukienkę,  którą miałam założyć na te pieprzone urodziny Billa. Wszyscy mieli być odstrzelenia jak jakieś choinki na Wielkanoc. Ja miałam założyć czarną,  koronkową kieckę, w gotyckim stylu.  Nawet całkiem, całkiem ale nigdy jej nie założę.  
-Chloe, zakładaj tą sukienkę i szykuj naboje!- zawołała już wyszukiwana Olivia. W swojej ciemno wiśniowej rozkloszowanej sukience przed kolano i czarnych szpilkach od Louboutin wyglądała olśniewająco. Lekko zakręcone końcówki i makijaż podkreślający jej rysy dokańczały całość. Z wielką niechęcią  przebrałam się w czarną szmatkę i założyłam buty śmierci. Szpilki. 
-Pięknie, a teraz do Mii, żeby ci zrobiła makijaż- powiedziała i skierowała się do łazienki. Ja ruszyłam do pokoju mojej przyjaciółki, który teraz przypominał salon kosmetyczny.
Usiadłam na białym fotelu przy toaletce, gdzie kiedy weszłam wskazała mi przyjaciółka.
-Okey, skarbie, zaraz będziesz gotowa.Wybiorę twój styl,  może w mniejszej ilości, ale go nie zmienię- powiedziała widząc moją minę.

Po 15 koszmarnie długich minutach i siedzenia w niepewności, wreszcie mogłam zobaczyć efekt końcowy.
-Wow- jedyne co potrafiło wyjść z moich ust. Miałam mniej niż zwykle zarysowane oczy i pomalowane cieniami. Moja cera z natury jest blada, ale Mia użyła jeszcze bardzo jasnego, prawie białego pudru. Usta pomalowane miałam ciemno czerwoną pomadką. Super.
-Też mi się podoba- uśmiechnęła się za mną do lustra w którym się aktualnie przeglądałam. 


-Chloe nazywana także Blue! Chodź wreszcie!- krzyczy z dołu Ana.
-Już!- odpowiedziałam
-Dziękuję- uśmiechnęłam się szeroko do mojej makijażystki i ruszyłam do zniecierpliwionej Anastasi.
Jak myślałam była w piwnicy i szykowała broń.
-Co zamierzasz zabrać?- spytała, kiedy zeszłam ze schodów.
-Myślałam nad starym dobrym CZ-75 kal. 9mm*- skierowałam się do gablotki. 

-Coś jeszcze?- spytała
-SIG-Sauer i może P80*?- ona tylko kiwnęła głową i rzuciła mi opaskę na udo do przyczepienia broni .
-Wszystko załatwione? - spytałam, a Ana wiedziała o co chodzi
-Tak. Mark i inni wszystko załatwią, dziewczyny im pomogą, a ty masz obserwować Billa i jego ochroniarzy- powiedziała, nadal będąc skupionym na szykowaniu zestawów broni dla dziewczyn. Oczywiście nasza Anastasia nie idzie, bo ma randkę z frajerem. Prychnęłam w myślach

-Zabiorę jeszcze tłumik anty dźwiękowy**- powiedziałam zakładając kaburę*** na pasek przymocowany już do mojego uda, jednocześnie spychając naszą rozmowę znowu na temat broni.
-Już..- powiedziała i ruszyła wybierać z pośród naszej małej kolekcji
-Trzymaj- wręczyła mi czarne rurki, a ja schowałam je tak jak reszta broni, lub do niej części. 
-Baw się dobrze, i pamiętaj...- przerwała mi
-Blue, on mi nic nie zrobi. Nie jestem jeszcze gotowa, żeby to robić. Zrozum to wreszcie- wywróciła oczami, a ja się poddałam
-Okey- posłałam jej delikatny uśmiech i ruszyłam
-Powodzenia!- zawołała jeszcze Ana, a ja odwróciłam głowę i posłałam jej uśmiech mówiący "lol my jesteśmy najlepsze, nie potrzebujemy takich rzeczy" a ta się zaśmiała.
-Laski, jedziemy?- spytałam widząc biegające w tą i z powrotem Mię i Olivię.
-Nie!- zawołały chórem, na co ja tylko skomentowałam śmiechem. 
One szykowały się jak na jakiś pokaz mody. 

Po jakiś 20 minutach były gotowe. Ruszyłyśmy do samochodu i pojechałyśmy do wielkiej willi nad plażą, gdzie miała się rozpocząć "impreza roku". Szczerze? Miałam głęboko w dupie to przyjęcie. Jednak wiele można zyskać okradając tak liczne zapasy marihuany Billa. Ten kutas, to 22 letni bachor, który miał bogatych rodziców i znajomości. Nie widzi niczego, oprócz swojej kasy. Łatwo można stwierdzić, że był palantem.

Zaparkowałam w pobliskim lasku, żeby nas nie było widać. Musiałyśmy wejść niezauważone przez wejście gdzie nie będzie ochroniarzy i bramek,lub w minimalnej ilości, którzy mieli zadanie przeszukać wszystkich by na urodzinach nie było żadnej rzezi. 
Bandzior, mający w domu towar, dzięki któremu można kupić luksusowy dom i jacht każdemu mieszkańcowi Australii, jak nie więcej, organizuje imprezę urodzinową, też dla bandziorów. Bardzo mądre.

Tak jak planowaliśmy, w płocie była dziura, przez którą przeszłyśmy niezauważone.
Poprawiłyśmy sukienki i ruszyłyśmy do wnętrza, inaczej zwanego miejscem spotkań brzydkich, napalonych chłopców. Oj tak, mam wspaniały humor.
-No to idziemy- powiedziała Oli i popatrzyła na nas. 
-Macie VX****?- spytała cicho Mia, upewniając się.
-Tak- powiedziałyśmy tym samym tonem.
-No to idziemy- powtórzyła Mia słowa Olivii, i ruszyłyśmy. 
Coś czuję, że będzie to naprawdę zabawne. 






*- nazwy broni
**- taka jakby "rurka" którą się przykręca, jak nie chce się, żeby podczas strzału był dźwięk
***- kabura, czyli coś podobnego do etui, ale do broni (((jakie ja mam skojarzenia -_-))) sprawdźcie w google etc.
****- Trucizna --->"Bezbarwna ciecz uważana za jedną z najbardziej morderczych substancji, jaką 
                                kiedykolwiek stworzono. 
                               Działanie: przez oczy i skórę. Atakuje system nerwowy. Mała kropla VX może 
                               zabić w ciągu 15 minut. 
                              Ochrona: natychmiastowe podanie atropiny 
                              Irak - oficjalnie - wyprodukował prawie 4 tony. VX został użyty przeciwko 
                              Kurdom w Halabja, gazem wypełniano głowice rakiet balistycznych."


środa, 9 kwietnia 2014

Chapter 3.

*Dwa i półroku wcześniej*
Jeździliśmy na po osiedlu na deskorolkach, a raczej ja i Olivia. Mia i Ana jeździły tyłem na wrotkach i śmiesznie kręciły tyłkami. My tylko przyglądałyśmy się im z olbrzymimi bananami na twarzy.
Dopiero sie tu wprowadziłyśmy. Nowe mieszkanie w miłej dzielnicy. Mówiąc miłej dzielnicy, myślę o kompletnym uboczu taktownej dzielnicy. Po śmierci Sashy nie miałyśmy zbyt wielkich pomysłów co zrobić. Kase miałyśmy, dalszych planów na życie już nie. Została nam nasza przyjaźń i gang. 
-Chlo, która godzina?- zawołała mnie radośnie Ana
-Prawie siedemnasta- odparłam, sprawdzając na moim czarno-białym zegarku. 
-Ło jej! Już wracamy!- krzyknęła i szybko się wycofała
-Ej?- spytałam jak zobaczyłam, że reszta też idzie
-Zaraz się zacznie nasz ulubiony serial! Może wreszcie dowiemy się kto zabił Jackoba i może Julia z Theodorem do siebie wrócą!- krzyknęła przez ramię Mia. 
Och, no tak, ich seriale. Jestem jedyną, która ogląda tyko i wyłącznie Plotkarę.  No cóż.
Moje kochane siostrzyczki ruszyły szybko do domu, a ja skierowałam się zobaczyć tutejszą florę. 
Jak do tą widział tylko jeden park, w którym aktualnie się znajduję. Idę ścieżką pomiędzy drzewami i analizuję co się ostatnio wydarzyło.
-17 urodziny Olivi
-kupienie nowego domu i czekanie ponad miesiąc na możliwość zamieszkania w nim
-kupno samochodu
Dalej bym myślała, ale uderzyłam w coś, a raczej w kogoś. 
-Um przepraszam- wymamrotałam prawie szeptem. Co jak co, ale takich wydarzeń nie lubię. Ludzie się na ciebie gapią, a ty wychodzisz na idiotkę.
Kiedy zwróciłam wzrok w górę zobaczyłam piękne orzechowe oczy, niestety wpatrzone w moje. Nie cierpię swoich oczu. To niebieski wokół którego jest pierścień zielonego a następnie brązowego. Wygląda to jak typowa sraczka, że sie tak wyrażę. 
-Spokojnie nic się nie stało- powiedział nadal wpatrzony we mnie.
-Eee to jeszcze raz przepraszam- powiedziałam i szybkim krokiem ruszyłam w dalszą drogę, przeklinając się w duchu za swoją  nie uwagę. 
-Hej! Czekaj!- zawołał chłopak. O Boziu, mam przerąbane.
Chłopak z boskimi oczami stanął przede mną, jakby torując mi drogę do dalej wędrówki.
-Jestem Ashton, ale możesz mi mówić Ash- wyciągnął dłoń w moim kierunku i sie uśmiechnął. 
-Emm Blue. Nazywam się Blue- odpowiedziałam cicho
-Blue? To imię?- zapytał zaskoczony. 
-Nie powinno cię to interesować- odpowiedziałam nieco odwazniej i spojrzałam na niego. Dopiero teraz zauważyłam, że ma na sobie czarne luźne jeansy i białą koszulkę. Niby prosto, ale wyglądał super. 
Chloe, uspokój się- ganiałam się w myślach
-Przepraszam. Przeprowadziłaś się tu? Nigdy cię nie widziałem- spytał. Nie, proszę nie gadaj już ze mną.
-Tak, przeprowadziłam się z moimi przyjaciółkami.
-A rodzice? Nie zrozum mnie źle ale nie wyglądasz na osobę pełnoletnią- co on ode mnie chce?
-Nie. Mieszkamy same.- warknęłam zirytowana 
-Spokojnie- uśmiechnął się. Och Gasz, chyba się roztapiam... nie stop Ogarnij się Chloe!
-Czy mogę ci zaproponować oprowadzenie po tym zadupiu?- spytał z tym pięknym uśmiechem. Ugh, Chlo, ogarnij się razy 2!
-Nie wiem, nie powinnam- nie powinnaś, i nie możesz!
-Nie bój się. Czy ja ci wyglądam na faceta, który chce tylko wykorzystać dziewczyny?- zaśmiał się, ale po mojej minie przestał. Czy tak wyglądał? Nie, raczej nie. Ale jak to się mówi, lepiej nie dmuchać na zimno.
-Przepraszam, ale już lepiej pójdę- bąknęłam odwracając się. 
-Nie czekaj!- zawołał. Złapał mnie za ramię i obrócił. Jestem teraz naprawdę zirytowana, ale nie pokarzę tego.
-Jutro moi znajomi organizują imprezę, może byś wpadła? Możesz też zabrać swoje przyjaciółki, o ile chciałabyś przyjść. Fajnie by było- ostatnie zdanie powiedział trochę ciszej
-No nie wiem, my nie chodzimy na żadne imprezy. To nie nasza bajka, ale zastanowimy się- co ty do cholery pieprzysz Blue?!
-Super- wypuścił powietrze. Denerwuje się? Ale czym?
-Um mogłabym dostać jakieś informacje na temat tego przyjęcia?- spytałam
-Och tak, przepraszam. King Street 5320- powiedział i posłał mi ten uśmiech. Ugh.
Wyciągnęłam telefon.
-Mógłbyś powtórzyć? Niestety mam straszna pamięć, jeśli chodzi o cyfry- lubię kłamać nieznajomym
-Oczywiście, King Street 5320, jeżeli masz już telefon na wierzchu... mogę ci podać mój numer?- nie!
-Okey- szepnęłam i podałam mu mój telefon
Po jego minie chyba był serio zdziwiony. Czego tu się dziwić? Na tapecie miałam zdjęcie, na którym ja, Mia, Ana i Oli byłyśmy półnagie, uchlane poziom hard i w niekoniecznie "grzecznych" pozach.
-To ty?- spytał.
-Wiesz co, nie. Nie idziemy na tą imprezę. Przepraszam, ale muszę już iść.- wyrwałam mu telefon i pobiegłam do domu. 
Jasna cholera. Co to w ogóle miało być? Jestem pojebana.
-Ej wróciłam!- ogłosiłam ściągając trampki. Nikt mi nie odpowiedział, usłyszałam tylko ciche łkanie. Złapałam w rękę dość duży parasol i po cichu weszłam do salonu. Tak, krzyknęłam na powitanie, a parasol na pewno mnie uratuje przed włamywaczem. Yhy twoja inteligencja jest oszałamiająca Blue.
-Laski?- spytałam patrząc na nie jak na idiotki. Te siedzące skulone pod kocami ryczały, przeżuwając popcorn i nadal oglądając serial.
-Zamknij się Chlo. Teresa się właśnie dowiedziała, że jest w ciąży a Edward ją zostawił dla jej siostry!- wybuchła rykiem. Jezu, taki facepalm.
-A do tego, Sofia zamordowała Serafina i się później powiesiła- załkała Mia
-Ale przybył nowy lord z Anglii i zrobił dziecko Kristel i uciekł!- powiedziała wściekła Olivia
-Ja jebie- powiedziałam do siebie i zrobiłam typowego facepalma. 
-Zamknij się Blue! Nie masz ulubionych seriali, a zwłaszcza o wampirach to sie zamknij!- odezwałam się Ana
Pokazałam tylko, że sie poddałam i ruszyłam do kuchni. W lodówce znajdowało się jak zwykle, nic. Westchnęłam i poczłapałam z powrotem do przejętych akcją dziewczyn.
-Idę po coś do sklepu. Zaraz wrócę, jakby co, alarm czerwony i wiecie co robić- powiedziałam i czekałam na ich reakcję. 
-Tak jest kapitanie!- zawołała Mia, nadal oglądając ten tandetny serial
-A teraz spierdalaj coś kupić do żarcia, bo głodna jestem- powiedziała Olivia tak samo jak Mia, nie odwracając wzroku z telewizora. I z kim ja mam żyć?
Najbliższy spożywczy nie był daleko, jednak zważając na godzinę, a dokładnie, nie mam pojęcia jaką, większość będzie już zamkniętych. Pozostały mi te tandetne 24 godzinne supermarkety.
Założyłam kaptur na głowę ,bo zrobiło się trochę zimno. Moja ulubiona pogoda. Ciepło, ale jednak zimno. Tak, jestem jebnięta.
Kiedy weszłam do sklepu zastała tam tylko znudzoną kasjerkę, kręcącą gumę, którą żuła. Okropne. Podeszłam do działu z daniami, które można szybko zrobić, a następnie skierowałam się do lodówki. Zabrałam zgrzewkę, tak zgrzewkę, naszego ulubionego napoju i ruszyłam do kasy. Poprosiłam jeszcze o papierosy, zapłaciłam i wyszłam. Naprawdę nie mam pojęcia jak dojdę do domu z tymi zakupami. 
Zrobiło się już ciemno, wiatr narastał w sile, a ja w kapturze i siatką z zamrożonym makaronem z warzywami i 9 butelkami 250ml 7up szłam przed siebie. Nagle jak Filip z konopi przede mną stał napakowany facet, około metr osiemdziesiąt pięć w czarnym dresie z kapturem na głowie. Ło Boziu, zostanę zamordowana przez dresa, jaka hańba mojemu rodowi. Przepraszam, ale więcej nie będę oglądać z dziewczynami tego jebanego serialu o średniowiecznych wampirach.
-Witaj laleczko- kiedy wypowiadał te słowa zachciało mi się rzygać. Człowieku, jeżeli wyglądam jak jakaś słit lejdi to chyba nie widziałeś bogaczy w LA.
-Przepraszam, ale zastawiłeś mi drogę, a muszę już wracać- powiedziałam i spojrzałam mu w oczy. Nawet ładne, taki sraczkowaty kolor, hmmm
-Wybacz, nie wiedziałem- powiedział, złapał mnie za ramiona i przewiesił sobie mnie przez ramię.
-Hej postaw mnie! A jak już mnie gdzieś bierzesz, to zabierz zakupy! Nie były za tanie!- tak Blue, martw się mrożonkami teraz.
-Ja jebie- wymamrotał paker i wrócił się po moje rzeczy.
-Przepraszam, ale po co mnie gdzieś zabierasz?- spytałam takim tonem jakby było to, co się właśnie dzieje było dla mnie normalne. Trzeba być silną!
-Wiesz słoneczko, mam cię zabrać do takiego gościa, gdzie pewnie cię zerżną i zabiją- uśmiechnął się chytrze
-Aha, dzięki- odchyliłam trochę nogę w górę i szybko spuściłam trafiając tam gdzie miałam. 
-Ty suko!- warknął mężczyzna puszczając mnie i zakupy. Szybko je podniosłam i wróciłam do mięśniaka.
-Dobrze "słoneczko' a teraz łaskawie powiedz kto cię nasłał- warknęłam
-Chuj cię to ma obchodzić dziwko!- ryknął kiedy znowu walnęłam w jego czuły punkt. Biedaczek.
-Powiesz?- spytałam przesadnie słodkim głosem
-Nawet w twoich pieprzonych snach szmato!
-Oj, zła odpowiedź- wyciągnęłam swoją spluwę zza spodni, gdzie zawsze były i wycelowałam w głowę osobnika leżącego na ziemi. Zamarł.
-Więc, "słoneczko", powiedź łaskawie, kto cię przysłał i gdzie miałeś mnie zabrać.- odarłam spokojnym głosem
-Ashton, Ashton Irwin. King Street 5320- wydukał. Ash? Ten frajer, którego dzisiaj poznałam? Och, a miało być tak spokojnie.
Ashton Pov's
-Jak to kurwa nie żyję?!- wydarłem się jak opętany, ale miałem powód. Jak ten dupek mógł nie żyć? Samym nim się nie martwię, jednak jeśli coś się stało Blue, nie wybaczył bym sobie. To taka niewinna, krucha istotka, która nie może być narażona na nic złego. A genialny ja, wpadłem na pomysł, żeby ten frajer Tom "uprowadził" ją i przyprowadził do mnie. Wcześniej to się wydawało bardziej inteligentne i sensowne, teraz było totalną klapą. Ona by sie mnie bała. Ja to wiem. 
-Ash, uspokój się- próbował mnie uspokoić Luke
-Miał dość mocne obrażenia swojego fiuta, więc ktoś mu nieźle dokopał, a potem zabił- powiedział, nawet nie wiem czemu. On mnie nie obchodził, to ona była najważniejsza. 
-Wiecie co z Blue?- spytałem trochę spokojniej
-Kamery cos nakręciły, ale obraz nie jest za dobry- westchnął 
-Okey, dawaj nagrania, muszę wiedzieć, że jest bezpieczna
-Ash..- uśmiechnął się cwaniacko młody. Spojrzałem na niego wymownie.
-Co ty się tak nią przejmujesz?- spytał nadal z tym uśmieszkiem na twarzy. Dlaczego się nią tak przejmuje? Może dlatego, że od ponad 4 godzin odkąd ją tak jakby poznałem, nie mogę przestać o niej myśleć. Chciałbym się dowiedzieć wszystkiego o niej, i żeby była moja... nie stop, moje myśli idą w złym kierunku.
-Nie przejmuję- bąknąłem
-Taa, jasne- zaśmiał się , a ja go tylko zmroziłem wzrokiem
-Okey więc tu macie Toma, jak podniósł dziewczynę- mówił Mike pokazując jednocześnie na jasno zielony monitor.
-Dziwne jest to, że wrócił się po jej zakupy, a ona nie wyrywała się z jego ramion- ależ on dziwnie to ujął
-Dalej jest tak, że ona go uderza... ała- wciągnął powietrze przez zęby kiedy zobaczył, że Blue jednym ruchem obaliła Toma. Byłem naprawdę tym zdziwiony.
-Dobra, tu jest jak Tom obrywa jeszcze parę razy... widocznie o coś go pytała- zwrócił na nas swój wzrok, ale szybko wrócił do monitora
-I wreszcie....- spojrzał na nas
-Nie ma już więcej nagrania, zostało spalone- powiedział z niedowierzaniem
-Ale jak?- spytał Calum
-Sam chciałbym wiedzieć, ale wiedzcie, że szykuje się cos wielkiego. 

piątek, 4 kwietnia 2014

Chapter 2.

kursywa- retrospekcja
Jak z procy, wystrzeliłam do ogrodu, przy okazji zabierając pizze. Wyglądałam okropnie. Szare dresowe spodnie ubrudzone przez kukurydzę, która mi spadła podczas jedzenia i ciut za duża biała bluzka. Zero makijażu. Dla waszej wiadomości, nikt oprócz moich współlokatorek nie widział mnie taka jak teraz. To chyba jasne, że tak się zachowuję, kiedy ktoś obcy przychodzi do domu. 
Pudełko od pizzy ukryłam za dużym krzakiem, a ostatni kawałek wepchnęłam do buzi. Wdrapałam się po rynnie do okna mojego pokoju, i w duszy dziękowałam bogu, że zostawiłam je otwarte. Szybko się przebrałam w moje klasyczne czarne rurki z dziurami, T-shirt z logo AC/DC i na to czarna bluza z kapturem. Założyłam szybko moje już za bardzo wysłużone czarne conversy i zrobiłam makijaż. Jaki? Taki jak na co dzień, kiedy wiem, że gdzieś wyjdę. Obrysowane grubo, specjalnym pisakiem oczy i lekko pomalowane usta na jasny czerwony. O rzęsach też nie zapomniałam. 
-Okey, jestem gotowa- pomyślałam i jak weszłam, tak wyszłam, zabierając przy okazji telefon. Z ogrodu wyszłam przez małe przejście ukryte za potężnymi drzewami i krzakami. Skręciłam w prawo i skierowałam się do drzwi wejściowych. Nagle zadzwonił mój telefon.
-Gdzie jesteś? 
-Też cię miło słyszeć, Mia- powiedziałam
-Chlo! Myślałyśmy, że cię porwali czy coś. Jeszcze ten nie wyłączony telewizor. Ugh, kiedy wrócisz?- pierwszą część zdania powiedziała szeptem, ciekawe.
-Zaraz będę- powiedziałam i się rozłączyłam
Po wolnym robieniu tip topów, dotarłam do domu. 
-Siema laski, wróciłam!- zawołałam wesoła. Musiałam uciekać z własnego domu żeby się przebrać. Jestem pojebana.
-Jeżeli chcesz tak robić to przy okazji zadzwoń i wyłączaj telewizor!- warknęła Olivia
-Przepraszam- mruknęłam i weszłam do kuchni
-Tak więc gdzie byłaś?- jak zwykle dociekliwa 
-No ten... byłam u Freda, po śrubki, ale nie miał takich jak potrzebowałam- musiałam coś wymyślić, a hurtownia Freda przyszła mi jako pierwsza na myśl.
-Okey, chodź się przywitać- powiedziała i ruszyła do salonu. Ja jak jakiś szczeniak ruszyłam za nią. 
-Chłopcy to jest Chloe, najważniejsza mieszkanka tego domu- powiedziała i uśmiechnęła się do mnie. O tak. Najważniejsza. Ja tylko posiadam dane każdego mieszkańca Sydney. Jestem z siebie dumna.
-Siema- powiedziałam i podniosłam dłoń do góry w formie przywitania
-Hej- przywitało mnie dwóch, mniej więcej w moim wieku chłopaków.
-To jest Calum i Michael- powiedziała Ana wskazując na każdego, kiedy mówiła ich imię
-Okey, czyli co tu robicie?- uuu wredna ja. Oberwałam w bok od Any. Ałć.
-Zaprosiłyśmy ich. Ana była dzisiaj z Michaelem w tej naleśnikarni, a my z Olivią byłyśmy na zakupach i się przez przypadek spotkaliśmy- zakupy, dlatego ich nie było
-A ty? Jak do nich dołączyłeś?- spytałam jak mi się wydaje Caluma. 
-Musiałem coś załatwić i się natknąłem na Michaela- odpowiedział trochę zdziwiony, że pytam. Tak, zrobię im przesłuchanie, a to wszystko dlatego, że wydają mi się podejrzani i do tego jeszcze Ana musiała się zakochać w jednym z nich.
-Co musiałeś zrobić?
-Ale to cię chyba nie powinno interesować- odpowiedział już trochę wkurzony. To dobrze.
-Zadajesz się z moimi przyjaciółkami, więc interesuje. Poza tym musicie wiedzieć, że jak je skrzywdzicie, to was zabiję- odpowiedziałam z specjalnym uśmieszkiem na takie sytuacje
-Chlo, przestań! To, że cię zranił i zostawił nie znaczy, że musisz przesłuchiwać każdego chłopaka, który tu przebywa- warknęła Mia. Nie wytrzymałam, wstała i wysłałam jej mordercze spojrzenie. Jak mogła? Dobrze wie, że ten temat jest jednym z tych, o których nie chcę rozmawiać. A zwłaszcza w obecności jakiś dwóch frajerów.
-Boże, skarbie przepraszam, bardzo cię przepraszam- powiedziała kiedy zdała sobie sprawę co wyszło z jej ust.
-Mówiłam wam kurwa, że sprawa z tym dupkiem jest skończona. Love story z frajerem Ashtonem jest skończone. Wszystko co z nim związane jest skończone!- warknęłam i wyszłam z domu. Szłam w tamto miejsce, w miejsce gdzie wszystko się zaczęło. Serce tak strasznie tego nie chciało, ale intuicja kazała mi tam iść. Jestem cholernie głupia.
Calum Pov’s
Przez drzwi przeszła nie za wysoka brunetka. Miała lekko potargane włosy i mocny rockowy makijaż. Ubrana była w spodnie z dziurami i bluzkę z logo AC/DC. Była śliczna. Aż wreszcie się odezwała.
-Siema
Anastasia nas przedstawiła, na co piękność odezwała się ponownie i czar prysł.
-Okey, czyli co tu robicie?- spytała z grymasem na twarzy. Oberwała w bok od jej przyjaciółki i chyba tylko się rozkręciła. Nie wiem dlaczego, ale była do kogoś podobna, tylko nie mogłem sobie przypomnieć do kogo. Ale wstąpienie Mii było jak chluśnięcie zimnej wody w twarz.
Znajoma dziewczyna lubiąca AC/DC, imię Ashton i kurwa wszystko jasne. Ta laska to Blue. Była dziewczyna Asha. Cholera.
Spojrzałem na Michaela. Patrzył na mnie z wielkimi oczami, był przerażony, tak samo jak ja.
-Emm, to może.. może już pójdziemy... tak, pójdziemy- jakoś wydukałem
-Taa, pójdziemy- powtórzył mój kumpel
-Dobrze. Przepraszam was za to zdarzenie. Chloe jest wredna, a teraz... ugh jest jeszcze gorzej. Przepraszam za jej zachowanie. 
Posłałem jej lekki uśmiech i ruszyłem w kierunku drzwi. Mike żegnał się z Aną. Ale wreszcie mogliśmy wyjść z tego domu. 
*
-Nigdy bym w to nie uwierzył, cholera.- powiedziałem kładąc ręce na twarz. Dopiero zakończyliśmy sprawę z Blue, a teraz powracamy do początku. Tyle rzeczy się ostatnio dzieje. Dowiedzieliśmy się od ulicznych gangsterów, z mniejszym talentem do tego fachu, że wkroczyliśmy na teren nie jakiego gangu Space Revolution. Nikt nie zna i nie widział żadnego jego członka. Policja nazwała ich "Postrachem Sydney" więc rzeczywiście musieli coś umieć. Damy radę, jesteśmy najlepsi, a te dupki z SR mogą tylko się modlić o szczęście. 
-Ciekawy jestem jak zareaguje Ashton, na tą wiadomość o Blue- przerwał mi rozmyślenia, kierujący aktualnie wozem przyjaciel.
-Chcesz mu powiedzieć?- spytałem unosząc brew
-Nie, lepiej nie- wyszeptał
-Tak, lepiej nie- odpowiedziałem tym samym tonem głosu co on. Co by zrobił Ash, gdyby się dowiedział? Wkurzyłby się, i to kurewsko. Już i tak z trudem wytrzymaliśmy jego gniew. Pomimo faktu, że to co się stało dokładnie 2 lata temu, on nadal cierpi. Cała ta sytuacja to gówno. Popieprzone gówno. 
Chloe Pov’s
Siedziałam na grubej gałęzi starego drzewa. To tu się pierwszy raz spotkaliśmy. Tak strasznie go kochałam, a on... Nie, nie mam zamiaru znowu przez niego ryczeć. Jestem silna. Silniejsza niż wtedy. 
-Muszę ci cos powiedzieć- zaczął poważnym tonem mój chłopak. Uniosłam lekko brodę, dając mu sygnał, że może zacząć mówić.
-Nie byłem z tobą do końca szczery...- zaczął z wachaniem
-O co chodzi?
-Blue, ja... my nie możemy być dłużej razem. 
-Co?- spytałam szeptem. Nie spodziewałam się tego.
-Musimy się rozstać. Zrozum, ja to robię dla twojego bezpieczeństwa!- wkurzył się? 
-Jakiego kurwa znowu bezpieczeństwa?! Jestem bezpieczna!- warknęłam 
-Nie jesteś ze mną bezpieczna i tyle. To koniec
-Kochasz mnie?- spytałam cicho
-Nie utrudniaj tego
-Odpowiedz! Czy ty mnie kurwa kochasz?- jestem cholernie zła i najchętniej to bym mu złamała ten piękny nosek. 
-Nie! Nie kocham cię! Nigdy cię nie kochałem!- zamknął oczy. Nie kocha mnie? Nigdy tego nie czuł? A więc jednak kłamał, znowu. 
-Dlaczego?- spytałam ledwo słyszalny szeptem. Siliłam się żeby się nie rozpłakać.
-Dlaczego mnie okłamałeś? Dlaczego zmarnowałeś mój czas? Dlaczego pozwoliłeś, żebym pokochała taka osobę jak ty? Dlaczego ty mi to zrobiłeś? Dlaczego?- nie wytrzymałam. Po moich policzkach zaczęły spływać powolnie łzy
-Mówiłem ci na początku, że nie będzie fajnie- warknął. Oj skarbie, nawet nie wiesz jak ja jestem zła. Zła, a raczej cholernie wkurzona, smutna i dodatkowo mam okres. Mieszanka wybuchowa, z która lepiej nieruszać.
-Wiesz co? Jesteś chujem. Nadzwyczajnym w świecie chujem. Tak strasznie cię nienawidzę. Najchętniej to bym cię walnęła. I wiesz co? Zrobię to- nie zdążył zaczaić o co mi chodzi, dopóki nie poczuł mojej pięści na swoim nosie i ciche chrupnięcie, oznajmiające złamanie nosa.
-Nienawidzę cię! Jeżeli kiedykolwiek cię jeszcze spotkam to cię zabiję! Jesteś dupkiem Ash.- odwróciłam się i odeszłam.
Po policzku spłynęła mi jedna łza. Otarłam ją szybko i wciągnęłam nos.
Nie jestem taka silna jak mi się zdawało. Jedna głupia wypowiedź Mii na temat tej świni i już płaczę? Zapisze się do psychologa lubi innego specjalisty. To niedorzeczne, ryczeć po tylu latach.
W kieszeni zaczął wibrować mi telefon. Szybko odebrałam.
-Tak?- spytałam cicho
-Wiem że czujesz się chujowo, ale wracaj do domu. Mamy trop. -powiedziała Olivia i się rozłączyła. 
Fajnie.
Szłam wolnym krokiem po chodniku. Nie chce wracać do domu. Miałam zamiar siedzieć na tym starym drzewie, słuchać dołujących piosenek i sobie popłakać. Nikt by mnie nie widział, to bym mogła.
Niestety dotarłam do mojego miejsca finishu. Przeszłam próg domu i usłyszałam tylko donośne rozmowy moich przyjaciółek na temat jakiegoś "try hard"
-Chloe jesteś wreszcie!- zawołała Olivia
-Kochanie strasznie cię przepraszam, nie chciałam, naprawdę- Mia spuściła głowę. Smutno mi się zrobiło, kiedy widziałam ją w takim sanie.
-Dobrano, chodź tu do mnie- powiedziałam i wyciągnęłam na boki moje ręce. 
-Big Blue Hug, zawsze pomocny- zażartowałam. Wow, jaka zmiana humoru.
-Dziękuję- powiedziała 
-Dobra, bo się rozkleję. Co takiego ciekawego znalazłyście?- spytałam. Nie lubię się przytulać. Mam chyba przypadłość podobną do boskiego Christiana Grey'a, ale nie wiem. Jestem tego świadoma, że moim uzależnieniem jest czytanie tej książki, ale jak nie można jej kochać?
-Znalazłyśmy trop na tych hardkorowców co wkroczyli na nasz teren- zaczęła Ana
-Mieszkali tu wcześniej, ale nie mamy innych informacji oprócz tego i, że nazywają się Try Hard
-Bardzo oryginalna nazwa- stwierdziłam 
-Mówi osoba, która chciała nazwać nasz gang Sweet Line- zadrwiła ze mnie Olivia
-To było dawno i nie prawda- foch
-Dobra, koniec. Więc Chlo, masz znaleźć ich akta.- rozkazała Ana
-Okey- przytaknęłam i od razu zabrałam się do roboty. Nie ma co, zajmie mi to trochę.

Ashton Pov’s
 Micheal poszedł na randkę z jakąś dziewczyną, Calum miał odebrać informacje na temat SR, o ile jakieś były. Nadal nie wrócili, więc coś jeszcze robią. Luke gdzieś poszedł a ja zostałem w domu i się nudziłem. Doszło nawet do tego, że oglądałem jakiś romantyczno-przygodowy film z Angeliną Jolie. Ja jebie. 
Wyłączyłem telewizor i wyszedłem z domu. Nie wiedziałem gdzie idę, po prostu szedłem chodnikiem. Zatrzymałem się dopiero kiedy stałem przed wielkim drzewem. Stare drewno z mnóstwem wspomnień. To tu ją poznałem, to tu wszystko się zaczęło i zakończyło. Ale dlaczego o niej myślę? Dlaczego tu przyszedłem?  Przeskanowałem w głowie wszystkie informacje związane z tym miejscem i mnie olśniło. To tu 2 lata temu, dokładnie 14 maja zakończyłem swój związek z osobą którą kochałem najbardziej na świecie. Skoro kochałem, to dlaczego ja porzuciłem? Bałem się. Kurewsko się bałem, że coś jej się stanie. Dziewczyna gangstera jest łatwym celem dla wrogów. Tak bardzo ją kochałem, a wtedy nie potrafiłem inaczej tego skończyć. Co miałem jej powiedzieć? „Hej Blue, możesz zostać zamordowana bo należę do jednego z najniebezpieczniejszych gangów w Nowej Południowej Walii”? Ona o niczym nie wiedziała i chciałem żeby tak zostało, tylko dlatego, żeby miała ochronę. 
Nagle usłyszałem ciche kroki. Schowałem się szybko w krzakach, tak, żeby mnie nie zauważono. To była dziewczyna. Nie za wysoka, potargana brunetka z podobnym do mojego stylu. Chyba płakała, ale chciała to ukryć. 
-To koniec, nie myśl o nim- mówiła szeptem do siebie. Szybkim ruchem wspięła się na najgrubsza gałąź drzewa i usiadła na niej w siadzie prostym. Oparła głowę i zamknęła oczy z których już zaczęły spływać łzy. 
-Nie kocham go, on nie kocha mnie. Tamto nic nie znaczyło. Jesteś dla niego nikim Blue.
Blue.
Blue.
Blue.
To imię brzmiało echem w mojej głowie. 
To niemożliwe. To nie jest ona. Nie może być. Przecież ona miała ten swój wyjątkowy styl. Zawsze kolorowo. I zawsze zawieszona granatowa wstążka na prawym nadgarstku. Ta dziewczyna była jej kompletnym przeciwieństwem. Rockowy styl, cała na czarno i mnóstwo bransoletek na lewym nadgarstku. Na prawym nie było nic. 
-Ashton, ty dupku- warknęła do siebie
To ona. Moja Blue. Moje słoneczko. Ona tu jest. 
Mimowolnie uśmiech zagościł na mojej twarzy, ale szybko się ocknąłem. Nie. Ona jest już dla mnie nikim. 
Ruszyłem szybkim krokiem do domu, cały czas myśląc o niej. 
-Ash, jesteś wreszcie- poklepał mnie po plecach Calum kiedy ściągałem swoje buty. 
-Hej- powiedziałem ponuro. 
-Co jest?
-Nic. Spotkałem kogoś- powiedziałem i ruszyłem do kuchni
-Dowiedziałeś się czegoś ciekawego?- spytałem wyciągając sok jabłkowy z lodówki
-Nie wiele. Nazywają się Space Revolution, policja i większość ludzi uważa ich za postrach Sydney, tak samo jak inne gangi. Nikt ich nie zna ani ich nie widział. Są bardzo niebezpieczni i wściekli, że naruszyliśmy ich teren- powiedział cały czas patrząc na mnie.
-Ciekawe. Mamy ich akta zbrodni?- spytałem przeżuwając płatki
-Nie. Zostały skradzione, prawdopodobnie przez nich samych.- westchnął
-Będzie cholernie dużo roboty
-Coś za coś- zaśmiałem się
-Cal! To prawda, że Mike spotyka się z przyjaciółką Blue?- krzyknął Luke schodząc ze schodów
Łyżka którą kierowałem w stronę ust upadła głośno do miski.
-Ash? Nie wiedziałem, że wróciłeś- powiedział trochę zestresowany Luke
-No, wróciłem- warknąłem
-Cal? Masz coś do powiedzenie?- spytałem siedzącego naprzeciwko mnie chłopaka i posłałem mu mordercze spojrzenie.
-Emm... no Michael miał randkę z Anastasią, tą co spotkał 2 miesiące temu w cukierni, później spotkali mnie i dwie inne koleżanki Any, a one zaprosiły nas do domu. Powiedziały, że może być mały syf, bo ich "szefowa" jak to nazwały, została sama w domu.- pocierał kark na skutek zdenerwowania.
Szefowa? Co?
-Mów dalej.
-Jak weszliśmy do domu, drzwi były otwarte i telewizor włączony. Ana i reszta dziewczyn nagle stały się poddenerwowane i tak jakby obeszły cały dom. Tej "szefowej" nie było. Wróciła jakieś 10 minut później. Była zła jak nas zobaczyła i zaczęła nas wypytywać o wszystko, i wtedy...- urwał, spojrzał na Michaela, który zdążył wrócić i zrozumieć o czym rozmawiamy, dokończył zdanie Caluma
-Mia się zdenerwowała i powiedziała, uwaga cytuję "To, że cię zranił i zostawił nie znaczy, że musisz przesłuchiwać każdego chłopaka, który tu przebywa" a Chloe się wściekła...- przygryzł nerwowo wargę
-Ona jest wkurzona, naprawdę wkurzona. Wcześniej powiedziała, że nas zabije jak zrobimy coś jej przyjaciółką. Ash, one coś kręcą- dokończył Calum
Moja mała Blue, chciała zabić chłopaków? 
Nie, nie. To już nie jest moja Blue.
To jest Chloe.

Zła Chloe.